19.12.2025

Kiedy krew przyspiesza w mózgu. Nowa metoda optyczna ICTER pozwala to zobaczyć

Zwykle, żeby zajrzeć do wnętrza mózgu, potrzebujemy wielkiego rezonansu i skomplikowanej aparatury. Naukowcy z ICTER proponują inną drogę: czytanie aktywności mózgu z dyskretnego „szumu” światła rozproszonego w tkankach.

Mózg nie ma magazynu energii. Żeby działać, musi być nieustannie zaopatrywany w tlen i glukozę z krwią. Każde pobudzenie – czytanie tekstu, rozwiązywanie zadania, rozmowa – oznacza lokalny wzrost przepływu krwi. To właśnie na tym opiera się całe nowoczesne neuroobrazowanie: śledzimy nie neurony bezpośrednio, ale zmiany w ukrwieniu.

Standardem w badaniach naukowych pozostaje funkcjonalny rezonans magnetyczny (fMRI). Daje świetną rozdzielczość przestrzenną, ale jest drogi, głośny, wymaga dużej aparatury i nie nadaje się do ciągłego monitorowania pacjentów na oddziale intensywnej terapii czy w sali operacyjnej.

Klaudia Nowacka-Pieszak, pierwsza autorka badania /Fot. Dr Karol Karnowski, ICTER

Dlatego od lat rozwijane są optyczne metody „podglądania” mózgu – wykorzystujące bliską podczerwień, która przenika przez czaszkę. Naukowcy grupy PICO (Paralel Intereferometry and Computational Optics) Międzynarodowego Centrum Badań Oka (ICTER) proponują interferometryczną spektroskopię optyczną z kontrastem plamkowym (iSCOS) – metodę, która łączy zalety dwóch dotychczas konkurujących podejść i może przybliżyć nas do wygodnego, nieinwazyjnego monitorowania przepływu krwi w mózgu. Szczegóły opisano w czasopiśmie Biocybernetics and Biomedical Engineering.

Od rezonansu do optycznej „kamerki do mózgu”

Najbardziej znaną optyczną techniką jest NIRS – spektroskopia w bliskiej podczerwieni. Na głowę pacjenta zakłada się czepek lub opaskę z diodami i detektorami. Światło o długości fali ok. 700-900 nm wnika w głąb tkanek, rozprasza się i częściowo wraca do detektorów kilka centymetrów dalej. Na podstawie zmian intensywności można oszacować stężenie utlenowanej i odtlenowanej hemoglobiny, a pośrednio – pracę mózgu.

Druga ważna rodzina metod to spektroskopia korelacji dyfuzyjnej (DCS). Zamiast samej jasności analizuje się w niej „migotanie” światła – drobne, bardzo szybkie fluktuacje intensywności, które powstają, gdy fotony rozpraszają się na poruszających się krwinkach. Z szybkości zaniku korelacji sygnału wylicza się wskaźnik przepływu krwi.

Problem w tym, że klasyczna DCS wymaga ultraszybkich detektorów pracujących z częstością rzędu megaherców. Są drogie, mają mało kanałów i generują ogromne ilości danych. Równoległe systemy oparte na matrycach SPAD (Single-Photon Avalanche Diode) radzą sobie lepiej, ale wciąż są technologicznie skomplikowane.

Czym są plamki?

Alternatywą dla śledzenia szybkich fluktuacji w czasie jest analiza korelacji przestrzennych – czyli tego, jak bardzo „ziarnisty” jest obraz światła rozproszonego w tkance. Jeśli oświetlimy ją spójnym laserem i zarejestrujemy odbite światło kamerą, zobaczymy charakterystyczny ziarnisty wzór – tzw. plamki (speckles).

Dr hab. Dawid Borycki i Klaudia Nowacka-Pieszak /Fot. Dr Karol Karnowski, ICTER

Gdy krew płynie szybciej, wzór plamek rozmywa się podczas ekspozycji kamery. Im mocniej rozmyty, tym niższy tzw. kontrast plamkowy. W uproszczeniu: im mniejszy kontrast, tym szybszy przepływ. Na tym opiera się laserowe obrazowanie kontrastowe plamek (LSCI), stosowane m.in. do obrazowania przepływu w mózgu myszy czy w siatkówce oka.

Od kilku lat rozwijane są metody SCOS (spektroskopii optycznej z kontrastem plamkowym), które przenoszą tę ideę w głąb tkanek – w reżim rozpraszania dyfuzyjnego, potrzebny do badania ludzkiego mózgu. Wciąż jednak ścierają się dwa światy: klasycznej DCS, która patrzy na korelacje w czasie, i technik zależnych od kontrastu plamkowego, patrzących na rozmycie obrazu w przestrzeni.

Klaudia Nowacka-Pieszak proponuje coś w rodzaju „mostu” między tymi podejściami. Zamiast wybierać jedno, wykorzystuje aparaturę, która pozwala policzyć oba rodzaje korelacji na tym samym zestawie danych.

iSCOS – co nowego wnosi interferometria z ultraszybką kamerą?

Punktem wyjścia jest wcześniejszy system CW-πNIRS opracowany w ICTER: interferometryczna aparatura w konfiguracji Mach-Zehndera z laserem 785 nm i ultraszybką kamerą CMOS. Światło z lasera jest dzielone na ramię referencyjne i ramię biegnące do badanego ośrodka (tkanki). Po przejściu przez próbkę i odbiciu, oba ramiona są znowu łączone, a na matrycę kamery trafia interferencyjny wzór plamek.

Kluczowe są dwie rzeczy. Po pierwsze, interferometria oznacza, że badane pole optyczne jest wzmacniane przez pole referencyjne – rośnie czułość na subtelne zmiany wywołane ruchem krwi. Po drugie, kamera nie jest zwykłym „wolnym” detektorem: potrafi rejestrować setki tysięcy klatek na sekundę, choć na niewielkim obszarze matrycy.

Na wykresie porównano dwie metody wyznaczania kontrastu plamkowego: prostszą, opartą na bezpośredniej analizie wariancji (a), oraz dokładniejszą, wykorzystującą całkowanie funkcji autokorelacji pola elektrycznego g1 (b). Zestawienie pokazuje, jak obie metody zachowują się przy różnych poziomach szumu addytywnego

To otwiera ciekawą możliwość. Z krótkich ekspozycji (rzędu kilku mikrosekund) można policzyć pełną funkcję autokorelacji pola optycznego w czasie – tak, jak w DCS. A potem, zamiast kazać kamerze robić coraz dłuższe ekspozycje, można syntetycznie „sumować” serie klatek i obliczyć, jaki byłby kontrast plamkowy dla różnych czasów naświetlania. Wszystko w postprocessingu, z jednego nagrania.

Klaudia Nowacka-Pieszak tłumaczy:

To trochę tak, jakbyśmy mieli surowy film w bardzo wysokim klatkażu i mogli dowolnie bawić się prędkością odtwarzania oraz czasem naświetlania, bez proszenia kamery o powtórkę. Dzięki temu możemy uczciwie porównać metody oparte na korelacjach czasowych i przestrzennych, bez efektu „porównujemy gruszki z jabłkami”.

Interferometria ma jeszcze jedną zaletę: pozwala pracować na poziomie korelacji pola optycznego g1, a nie tylko intensywności. To upraszcza teorię, ułatwia modelowanie szumu i otwiera drogę do bardziej wyrafinowanych analiz.

Symulacje komputerowe i fantomy z mleka

Pierwszy etap pracy odbywał się w środowisku komputerowym. Naukowcy z ICTER stworzyli wirtualne obrazy tak, jakby powstawały w tkance z przepływającą krwią, a następnie stopniowo dodawali do nich sztuczny „szum”, czyli zakłócenia podobne do tych, które pojawiają się w realnych detektorach.

Na tych danych sprawdzali dwa sposoby liczenia sygnału: prostszy, który korzysta tylko z jasności plamek, oraz bardziej zaawansowany, który najpierw analizuje zmiany światła w czasie, a dopiero potem przelicza je na kontrast. Okazało się, że przy dużej ilości szumu ten pierwszy sposób zaczyna się mylić i sugeruje zbyt duży przepływ krwi. Metoda wykorzystująca pełniejszą informację o zmianach sygnału lepiej „odfiltrowuje” zakłócenia i daje wynik bliższy temu, co faktycznie powinno wyjść z modelu.

Klaudia Nowacka-Pieszak podczas badania /Fot. Dr Karol Karnowski, ICTER

Innymi słowy: iSCOS nie tylko potrafi jednocześnie patrzeć na zmiany w czasie i w przestrzeni, ale też lepiej radzi sobie z nieuniknionym szumem pomiarowym.

Potem przyszedł czas na sprawdzenie, czy ta teoria zadziała poza symulacjami. Zamiast od razu badać ludzi, zespół sięgnął po tzw. fantomy optyczne – w tym przypadku były to po prostu roztwory mleka w wodzie, które rozpraszają światło podobnie jak tkanki. Badacze przygotowali kilka takich próbek o różnym „zagęszczeniu” i przykładali sondę w różnych odległościach od miejsca, w którym światło wchodziło do próbki. Dla każdego ustawienia liczyli sygnał na dwa sposoby – ten „czasowy” i ten oparty na kontraście plamek – a następnie sprawdzali, czy oba dają spójny obraz zmian przepływu.

Wynik był budujący: oba podejścia pokazywały bardzo podobne trendy, a dane z kontrastu plamkowego okazały się dodatkowo bardziej stabilne i mniej „poszarpane”, zwłaszcza w trudniejszych warunkach, gdy sygnał był słaby. To sugeruje, że iSCOS może być w praktyce bardziej odporne na zakłócenia i nadaje się do zastosowań, w których liczy się nie tylko czułość, ale też powtarzalność pomiaru.

Pierwsza próba na człowieku: czytanie tekstu i przepływ krwi

Ostatnim elementem było pilotażowe badanie in vivo. Ochotnik siedział z głową opartą na podpórce, a sonda światłowodowa była przyłożona do czoła (separacja 3 cm). Najpierw rejestrowano stan spoczynkowy, potem – aktywację przy czytaniu nieznanego wcześniej tekstu.

Z zarejestrowanych danych wyliczono względny wskaźnik przepływu krwi (relative blood flow index, rBFI) osobno na podstawie autokorelacji i na podstawie kontrastu plamkowego. W fazie czytania rBFI rósł średnio o ok. 14% w analizie g1 i o ok. 32% w analizie kontrastu plamkowego. To wartości porównywalne z tym, co raportują inne równoległe systemy DCS oparte na matrycach SPAD.

Technikę iSCOS wykorzystano do monitorowania aktywności kory przedczołowej u ludzi in vivo. Podczas zadania polegającego na czytaniu zaobserwowano wzrost względnego wskaźnika przepływu krwi w porównaniu ze stanem spoczynku. Zmianę tę udało się wykryć zarówno na podstawie analizy funkcji autokorelacji (górny panel), jak i analizy kontrastu plamkowego (dolny panel). Metoda oparta na kontraście plamkowym okazała się przy tym bardziej czuła na zmiany wskaźnika przepływu krwi

To jeszcze nie jest pełnoprawne badanie kliniczne – raczej dowód, że iSCOS faktycznie „widzi” aktywację kory czołowej. Liczba kanałów była zbyt mała, by wyraźnie zarejestrować pulsację, a eksperyment wykonano u jednej osoby, w jednym zadaniu. Ale jako test prototypu wypada obiecująco.

Klaudia Nowacka-Pieszak komentuje:

Cieszy nas przede wszystkim to, że w jednym, stosunkowo prostym układzie udało się pokazać zgodność z teorią, z pomiarami na fantomach i z pierwszą próbą na człowieku. To sugeruje, że interferometryczne podejście ma sens nie tylko na papierze, ale także w realnych warunkach pomiaru – komentuje.

Co dalej? Od laboratorium do łóżka pacjenta

Przed iSCOS długa droga do praktyki klinicznej. Dzisiejszy prototyp wymaga dużej, szybkiej kamery, mocnego komputera i sprytnego przetwarzania danych. Trwają prace nad strumieniowym zapisem i analizą „w locie”, bez ograniczeń pamięci kamery, oraz nad miniaturyzacją układu – mniejszymi kamerami, kompaktowymi źródłami światła i większą liczbą kanałów równoległych.

W planach są też pomiary przy innych długościach fali, które lepiej penetrują tkanki i dają więcej fotonów z głębi mózgu. W literaturze pojawiają się również konfiguracje łączące takie systemy z ultraczułymi detektorami nadprzewodzącymi (SNSPD), co jeszcze poprawia stosunek sygnału do szumu.

W szerszym pejzażu badań iSCOS zostanie połączony z zaawansowanymi metodami obrazowania oka, nad którymi ICTER pracuje od lat, np. z przestrzenno-czasową tomografią optyczną OCT (STOC-T). To otwiera perspektywę badania hemodynamiki zarówno w mózgu, jak i w siatkówce. Z klinicznego punktu widzenia stawką jest możliwość ciągłego, nieinwazyjnego monitorowania przepływu krwi w mózgu u pacjentów z ciężkim urazem głowy, po udarach, w trakcie zabiegów kardiochirurgicznych, na oddziałach intensywnej terapii czy w badaniach funkcjonalnych u osób, które nie mogą leżeć w skanerze MRI.


Źródło: Klaudia Nowacka-Pieszak, Saeed Samaei, Dawid Borycki (2025). Interferometric speckle contrast optical spectroscopy (iSCOS) in continuous-wave parallel interferometric near-infrared spectroscopy (CW-πNIRS)Biocybernetics and Biomedical Engineering.

 DOI: https://doi.org/10.1016/j.bbe.2025.11.001

Autor: Redaktor Naukowy Marcin Powęska