Polska nauka nie potrzebuje wyłącznie większych pieniędzy. Potrzebuje lepszego systemu – takiego, który nie rozprasza potencjału, nie przeciąża ludzi i wreszcie zaczyna traktować naukę jako wspólny wysiłek, a nie sumę indywidualnych walk o przetrwanie.
Rozmowa z Joanną Kartasiewicz, Kierowniczką Operacyjną projektu Teaming for Excellence w Międzynarodowym Centrum Badań Oka (ICTER), w ramach podcastu Fundacji Candela szybko pokazuje, że polska nauka funkcjonuje dziś w stanie permanentnego napięcia. Z jednej strony – wybitni naukowcy, ambitne projekty i rosnąca obecność w międzynarodowych konsorcjach. Z drugiej – system, który nie tyle wspiera, co często utrudnia wykorzystanie tego potencjału.

Joanna Kartasiewicz od początku ustawia akcenty bardzo wyraźnie, zwracając uwagę na coś, co rzadko wybrzmiewa w publicznej debacie.
„Jednostek jest po prostu za dużo, w mojej ocenie. Dobra bądź doskonała nauka wymaga w takim samym stopniu dobrego bądź doskonałego wsparcia. Administracja, tak jak ja pracuję od 15 lat, często jest traktowana po macoszemu jako pracownicy drugiej kategorii, którzy nie mają doktoratów, a często mają” – mówi Joanna Kartasiewicz.
W tym jednym fragmencie zawiera się sedno problemu: system nie tylko jest rozdrobniony, ale też nie docenia własnych fundamentów.
Rozdrobnienie, które kosztuje jakość
Jednym z najważniejszych wątków rozmowy jest struktura samego systemu. Polska, jak podkreśla Kartasiewicz, ma setki jednostek naukowych i dydaktycznych, co w praktyce oznacza rozproszenie środków, energii i ambicji.
„W obrębie samego PAN-u jest około 70 jednostek, a w całym systemie ponad 300. To rozdrobnienie może obniżać istotnie jakość rezultatów zarówno działalności dydaktycznej, jak i naukowej, a także obniża poziom finansowania dla jednostek, które mogłyby generować top class wyniki na najwyższym światowym poziomie” – mówi Joanna Kartasiewicz.
To nie jest wyłącznie kwestia liczb. W tle pojawia się fundamentalne pytanie o filozofię działania: czy lepiej mieć wiele przeciętnych ośrodków, czy mniej, ale naprawdę silnych, zdolnych konkurować globalnie? Kartasiewicz wskazuje na doświadczenia innych krajów, gdzie dominują duże, interdyscyplinarne jednostki o wysokim poziomie umiędzynarodowienia. Polska – jej zdaniem – wciąż tkwi w modelu ilościowym, który nie przystaje do współczesnej nauki.
Pieniądze i sposób ich dzielenia
Choć problem niedofinansowania pozostaje faktem, rozmowa wyraźnie przesuwa ciężar dyskusji w inną stronę. Joanna Kartasiewicz nie neguje potrzeby zwiększania nakładów, ale podkreśla, że równie istotna jest ich dystrybucja.
„Polska jest krajem, który ma stosunkowo niskie finansowanie nauki jako udział PKB – średnia dla krajów UE to około 2%, a my tego nie osiągamy. Ale równie ważne jest to, jak my te pieniądze dzielimy. Z jednej strony potrzebujemy większego finansowania, z drugiej – bardziej efektywnej redystrybucji, czyli dzielenia tych środków na mniej, ale bardziej prężnie działających jednostek” – mówi.
W tym kontekście pojawia się także wątek strategicznego myślenia o nauce – jako elemencie systemu gospodarczego i technologicznego państwa. Kartasiewicz sugeruje, że inwestycje w badania mogą być powiązane choćby z rozwojem technologii obronnych czy eksportem innowacji. To spojrzenie wychodzące poza akademicki horyzont, które w Polsce wciąż nie jest wystarczająco silne.
Naukowiec w pułapce wielozadaniowości
Jednym z najbardziej uderzających elementów diagnozy jest opis codzienności naukowców. Zamiast koncentrować się na badaniach, muszą pełnić dziesiątki innych ról.
„W naszym systemie najczęściej jednostkami zarządzają profesorowie – ludzie nauki, którzy rzadko są menedżerami i nie mają przygotowania do zarządzania dużymi organizacjami. W efekcie wymagane jest od nich, żeby byli jednocześnie badaczami, dydaktykami, menedżerami, a często też specjalistami od prawa, zamówień publicznych czy finansów. Tych ról się mnoży, a czasu nie” – kontynuuje Joanna Kartasiewicz.
To nie tylko kwestia przeciążenia. To strukturalny błąd, który sprawia, że system wykorzystuje kompetencje ludzi w sposób nieefektywny. Kartasiewicz wskazuje na model brytyjski, gdzie funkcjonuje wyraźny podział ról między liderem naukowym a osobą odpowiedzialną za zarządzanie operacyjne. W Polsce taki model wciąż pozostaje wyjątkiem, a nie regułą.
Niewidzialni architekci sukcesu
Szczególnie mocno wybrzmiewa w rozmowie wątek administracji – grupy, bez której współczesna nauka po prostu nie mogłaby funkcjonować. Kartasiewicz mówi o tym bez ogródek: „Administracja jest często traktowana jako pracownicy drugiej kategorii, a jednocześnie to właśnie ci ludzie odpowiadają za ogromną część pracy związanej z funkcjonowaniem jednostek – od grantów, przez procedury prawne, po codzienne wsparcie naukowców”.
To napięcie między niedocenieniem a realnym znaczeniem tej grupy prowadzi do systemowych problemów. Brakuje szkoleń, ścieżek kariery, możliwości rozwoju i umiędzynarodowienia. Tymczasem – jak podkreśla Kartasiewicz – nauka jest dziś procesem zespołowym, a sukcesy przypisywane jednostkom są w rzeczywistości wynikiem pracy wielu ludzi, często niewidocznych na pierwszym planie.
Do tego dochodzi warstwa proceduralna. System zamówień publicznych, obowiązki administracyjne, nadmiar regulacji – wszystko to sprawia, że realizacja projektów badawczych staje się procesem czasochłonnym i kosztownym.
„Procedury są bardzo skomplikowane, bardzo długotrwałe i wymagają ogromnego wysiłku administracyjnego. Nawet jeśli mamy prawników, oni też są przeciążeni, więc wiele obowiązków spada na pracowników, którzy nie są do tego przygotowani” – wyjawia.
W tym kontekście szczególnie wybrzmiewa brak systemowego wsparcia dla osób zarządzających projektami. Kartasiewicz przyznaje, że wiele kompetencji musi zdobywać za granicą, bo w Polsce dostęp do specjalistycznych szkoleń jest ograniczony. To luka, która bezpośrednio wpływa na zdolność instytucji do konkurowania o międzynarodowe środki.
Młodzi na granicy decyzji
Najbardziej niepokojący fragment rozmowy dotyczy jednak przyszłości. Kartasiewicz zwraca uwagę na sytuację młodych naukowców, którzy coraz częściej rezygnują z kariery akademickiej.
„Osoby u progu swojej kariery widzą, jak bardzo ta ścieżka jest wyboista i trudna, jak przeciążona administracyjnie i naznaczona koniecznością ciągłego zdobywania grantów. To może być bardzo zniechęcające. Alternatywy są realne – startupy, sektor prywatny – i wielu z nich z tych alternatyw korzysta” – tłumaczy Joanna Kartasiewicz.
To zjawisko, które można określić jako cichy drenaż mózgów. Nie chodzi o emigrację, ale o odpływ z nauki do innych sektorów. W dłuższej perspektywie może to mieć poważne konsekwencje dla całego systemu.
Nauka jako system, nie zbiór przypadków
Z rozmowy z Joanną Kartasiewicz wyłania się spójna, choć wymagająca diagnoza. Polska nauka potrzebuje nie tylko większych nakładów, ale przede wszystkim zmiany myślenia – odejścia od rozproszenia, przeciążenia i niedocenienia kluczowych ogniw systemu.
„Dobra nauka wymaga doskonałego wsparcia. Żaden naukowiec nie jest dziś w stanie funkcjonować samodzielnie – to zawsze jest praca zespołowa, wysiłek wielu ludzi, którzy wspólnie budują sukces” – podsumowuje.
To zdanie wybrzmiewa jak podsumowanie, ale też jak punkt wyjścia do dalszej dyskusji. Bo jeśli nauka ma być motorem rozwoju, musi najpierw uporządkować własne fundamenty.